Vademekum młodgo oszusta
Wpisany przez Ewa Urbańska
Jak szybko zarobić i prawie nic nie robić? To proste. Zobacz sam. Ostrzegam, że jest trochę czytania. Szkoda, że nie znam autora tego tekstu, bo naprawę się napracował.
D użo ludzi, którzy słowo uczciwość już dawno rozmienili na drobne szuka sposobu na szybkie wzbogacenie się. Najlepiej przy minimalnych nakładach i małym ryzyku wpadki. No i żeby cały ten biznes, chociaż z daleka wyglądał na legalny. Zastanówmy się, co by tu polecieć. Niniejsze Vademecum rozwiązuje ten problem i pomyślane jest jako poradnik dla biznesmenów ?pragnących zbliżenia z Dania w ramach integracji europejskiej. Przedsiębiorczy rodacy pragnący rozwijać dynamicznie biznes w Danii - napotykają tutaj na szereg przeszkód. Ale nie darmo mówi się ze Polak potrafi. Przy pomocy poniższego vademecum każdy rodak może się tu pewnie poruszać w biznesie. Znajdziesz tu wskazówki krok po kroku, typowe zrób to sam. A więc do dzieła. Stwarzając cos nowatorskiego zawsze należy myśleć perspektywicznie - i od początku przyjąć założenie ze wykonana praca służyć ma jak najszerszej grupie odbiorców. Dlatego zebrane tu zostały doświadczenia wielu biznesmenów pracujących w różnych branżach - i w związku z tym wszelkie podobieństwo osób, miejsc i sytuacji należy uważać za całkowicie przypadkowe.??
J ęzyk duński. ?Pierwszą ogromną przeszkodą jest język. Oczywiście wszyscy Duńczycy władają angielskim i w tym języku nie ma problemu się z nimi porozumieć. Ale w biznesie nieodzowna jest pewna znajomość języka tubylców i znajomość tylko jednego słowa ( Polit) jest absolutnie niewystarczającą. Należy jako minimum wykuć tyle słów duńskich - ile musieli w swoim czasie znać kandydaci do ZOMO w dowolnie wybranym języku, aby dostać się do tej formacji - a wiec minimum 4 słowa. Jako podręczne duńskie kompendium biznesu proponowałbym następujące słowa - politi ( policja ) , forfalske ( sfałszować) , penge ( pieniądze ) i svindel ( szwindel ) Po opanowaniu podstaw języka biznesowego należy zorientować się, czym różni się Dania od Polski i wobec tego gdzie leżą możliwe do wykorzystania nisze biznesowe.??
C harakterystyka kraju dla celów podboju komercjalnego. Duńczycy to naród uczciwy - a w związku z tym skłonny, aby wierzyć w to ze wszyscy inni na świecie też są uczciwi. No, bo to naturalne ze każdy myśli ze inni tez są tacy jak on. To ilustruje zresztą polskie przysłowie - "złodziej myśli ze wszyscy kradną" - a przysłowia jak wiadomo są mądrością narodów. A wiec można już określić pierwszy punkt biznes planu - łatwowierność. Jak to teraz przełożyć na język praktyki? Najlepiej jest zilustrować wykład teoretyczny kilkoma przykładami. Jesteśmy w urzędzie i pragniemy cos załatwić, ale nie mamy wymaganych dokumentów. Co robimy? Dzwonimy żeby nam przysłali z Polski? Bzdura. Zbędna strata czasu. Po prostu mówimy urzędnikowi, co nam pasuje - i on nam wierzy po prostu na słowo. Gdyby się trafił jakiś oporny to można go ewentualnie przekonać kopią dokumentu sfabrykowanego w domu. Na kopii nie da się poznać ze oryginał był sfałszowany - a oni tu jeszcze w kopie wierzą....?Inny przykład. Wieziemy w aucie trefny towar i zatrzymuje nas policja. Najważniejsze to opanowanie, ?przyjazny uśmiech i absolutne zaufanie do systemu. Tu nam policja, jeżeli nie ma twardych dowodów może po prostu skoczyć. Z ta błogą świadomością otwieramy okienko - i uśmiechamy się przyjaźnie do funkcjonariusza. Ten zaczyna cos do nas mówić - oczywiście po angielsku, bo widział nasze polskie tablice. Ale my potrząsamy tylko głową ze nic nie rozumiemy. Ten próbuje wiec jeszcze w kilku językach, ale oczywiście kontynuujemy to samo. Ale teraz jest kilka możliwych przypadków do rozważenia....- Są tu tez policjanci mówiący po polsku - i gdyby taki chciał nas podejść - i zaczął do nas mówić po polsku - to oczywiście nie możemy udawać ze tego języka nie rozumiemy - skoro mamy polskie tablice. Mogłoby to obudzić w nim podejrzenia ze samochód jest skradziony. Na pewno jest - bo przecież żaden szanujący się biznesmen nie jeździ w pracy swoim własnym samochodem po numerach, którego można byłoby go z dziecinna łatwością namierzyć. Ale wtedy to normalnie jest on skradziony w Polsce - a nie w Danii - bo tu mało jest samochodów na polskich numerach i komu by się tam chciało takowych szukać. Więc, jeżeli on nas chce zażyć z manki i po polsku nawija - to my oczywiście tłumaczymy ze turyści jesteśmy. Strasznie nam się tu w Danii podoba. Ludzie tu przyjaźni - atmosfera spokojna - po prostu można Polakom polecać, aby tu przyjeżdżali nerwy podleczyć. Czego oczywiście nie omieszkamy zrobić po powrocie do kraju - gdzie właśnie wkrótce jedziemy ( nie mówić ze już jedziemy, ?bo może kierunek jazdy wskazywać na cos innego?).Następnie należy przejąć inicjatywę i aby uniknąć pytania, co mamy w bagażniku zapytać policjanta o cos - np. jedziemy teraz do Legolandu, ale cos nam się wydaje ze drogę pokręciliśmy. ?Kiedy on nam wiec uprzejmie i cierpliwie ( policja tu jest niesłychanie uprzejma i cierpliwa - zwłaszcza dla turystów) tłumaczy jak jechać, należy kiwać ze zrozumieniem głową dodając, co drugie kiwniecie TAK ( dziękuje). ? Policjant będzie z pewnością zachwycony ze mimo ze tylko jesteśmy przejazdem jako turyści zadaliśmy sobie trud nauczenia się tego najczęściej używanego słowa po duńsku - a wiec jesteśmy już na wpół zintegrowani. To powinno podnieść jego zaufanie do takiego poziomu ze już nieprzyjemnoscią z jego strony byłoby proszenie nas o otwarcie bagażnika. Gdyby jednak do tego doszło postępujemy tak jak to jest podane w następnym punkcie .... - Jeżeli jedziemy samochodem na numerach duńskich - to zanim do niego wsiądziemy musimy opanować następny rozdział słownika biznesu - kollega ( kolega) , l?nte ( pożyczył) , mig ( mnie ) - bilen ( samochód ) . Należy to w wypadku zatrzymania dukać z dużą trudnością i z odstępami, aby sprawić wrażenie ze jesteśmy w Danii już dłuższy czas i nauczyliśmy się podstaw języka. Jednak nie na, tyle aby móc powiedzieć cokolwiek innego. To wzbudza natychmiast zaufanie, ponieważ jeżeli nie chodzi nam o to, aby się z Dania zintegrować to po cóż uczylibyśmy się języka uchodzącego za trzeci najtrudniejszy na świecie??Normalnie takie tłumaczenie powinno być wystarczające, jeżeli mamy ze sobą prawo jazdy, bo w Danii nie jest obowiązkowe mieć ze sobą dowód rejestracyjny dla samochodów z rejestracja duńska. Gdyby jednak nasza znajomość języka nie była wystarczająca albo policjant nabrałby jakichś podejrzeń i poprosił nas na migi abyśmy wysiedli i otworzyli bagażnik - wysiadamy chętnie i wkładamy kluczyk do zamka bagażnika wzbudzając zaufanie funkcjonariusza ze wszystko jest w porządku skoro tak zgodnie współpracujemy. Otwieramy bagażnik i wtedy oczywiście funkcjonariusz zagląda do niego. Ten krótki moment wykorzystujemy na to, aby oddalić się z maksymalna szybkością w kierunku przeciwnym do kierunku jazdy. Zanim nasz miły policjant oprzytomnieje - i wskoczywszy do swojego samochodu zawróci nim i za nami pojedzie - dawno już damy dyla w bok gdzie samochodem nie wjedzie. I z głowy....
A co z towarem? Ach oczywiście - przezorny biznesmen zawsze jest ubezpieczony. Nie - nie w PZU czy tym podobnej śmiesznej instytucji. Wolne żarty. Nasze ubezpieczenie jest prawdziwe - tak jak w wojsku. To po prostu obstawa - czyli koledzy jadący za nami drugim ( i również kradzionym samochodem). Kiedy policjant wskakuje do swojego samochodu i usiłuję nas gonić - podjeżdżają spokojnie do naszego samochodu z otwartym bagażnikiem i sprawnie przeładowują towar do swojego samochodu . Po czym szybko i dyskretnie oddalają się w kierunku przeciwnym niż ten, w którym pojechał policjant. Od razu tez kontaktuję się z szefem i proszą o dodatkowe ubezpieczenie - na wypadek gdyby teraz oni zostali przypadkowo zatrzymani przez policje. W ten sposób i wilk ( szef) syty - i owca ( my sami) cała. Bo szef nie lubi strat .... Poprzednio omówiony został pierwszy punkt biznes planu polegający na wykorzystaniu specyficznej niszy biznesowej w Danii - którym jest łatwowierność Duńczyków. Obecnie przechodzimy do punktu drugiego - analizy kolejnej specyficznie duńskiej niszy biznesowej - kto i co o nas może wiedzieć? ??Biznesmen z Polski mógłby fałszywie uważać ze skoro spędził już kilka lat w miejscu odosobnienia to władza wiedza wszystko na jego temat. W Polsce tak - ale nie tutaj. Tutaj o takim fakcie wiedziałyby ewentualnie tylko władze więzienne i policja. W każdej innej sytuacji jest tutaj nieposzlakowanym obywatelem. Po prostu, dlatego ze jest tutaj zakaz porównywania publicznych baz danych. Policja wie swoje, komuna swoje, urząd podatkowy swoje itd., Czyli każdemu można wcisnąć inny kit. Powiedzmy ze handlujemy jakimś doskonałym polskim produktem np. amfetamina - i policja ma nas na oku - co mogłoby doprowadzić do rewizji i wpadki . Jak zapobiec takiej ewentualności? Bardzo prosto. Znajdujemy spolegliwego człowieka ( za drobne 500 kr miesięcznie ) - najlepiej z grupy doradców, ponieważ oni maja wyrobienie w kontaktach z policją nie pękają z byle powodu - meldujemy się u niego i wszystkie władze włącznie z policja wierzą ze tam właśnie mieszkamy. No i jakby np. policji przyszedł do głowy pomysł zrobienia tam rewizji - to mogą sobie długo szukać. W ten sposób ewentualne ryzyko wpadki ogranicza się tylko do ewentualnej przypadkowej kontroli drogowej - co jak to wykazano w poprzednim odcinku Vademecum jest bardzo proste do wyeliminowania .
T rzecim punktem biznes planu jest wybór branży. W tym celu należy dokonać bardzo szerokiej analizy możliwości dla wybrania wariantu optymalnego ( maksymalne przebicie, minimum ryzyka, małą konkurencja i dobre możliwości współpracy z doradcami). ??Najpierw należy przeprowadzić wstępne rozpoznanie rynku i przyjrzeć się, jaki biznes jest na danym terenie prowadzony. Jeżeli jest to np. miasto będące siedziba Hells Angels to raczej nie powinniśmy się tutaj wpychać z nasza amfetamina, ( choć lepszej jakości niż tamci oferują). Po prostu wchodząc na nowy rynek nie należy zaczynać od drażnienia konkurencji. Konkurencja, bowiem mogłaby nas po prostu zakapować i już na wstępie utrudnić życie. Dlatego powinniśmy zamiast konkurować - postępować wprost przeciwnie - a mianowicie szukać współpracy. Np. wykupić u miejscowych doradców abonament na ochronę naszego biznesu. Wiadomo ze podobnie jak młoda roślinka - młody biznes wymaga szczególnej ochrony. Pociąga to oczywiście za sobą pewne koszty, ale jest to inwestycja niezbędna i w długiej perspektywie bardzo opłacalna oczywiście najbardziej obiecujące są nowe branżę jeszcze na danym terenie nie eksploatowane. W takim wypadku, bowiem nie mamy konkurencji, która nie tylko walczyłaby z nami o rynek powodując zmniejszenie zysków - ale przede wszystkim unikamy ryzyka zakapowania. To jest niestety minus Danii w stosunku do Polski. W Polsce na punkcie kapusiów naród ma obrzydzenie i choć wie dużo nic władzom nie piśnie. Ale tutaj niestety jest inaczej - Duńczycy kapują się masowo i dlatego musimy szczególnie uważać na firmy konkurencyjne, w których oprócz biznesmenów polskich są również zatrudnieni Duńczycy...W punkcie trzecim biznesplanu dokonaliśmy wstępnego wyboru potencjalnych branż, ?w których pragnęlibyśmy rozwijać interes. Teraz należy przeprowadzić ich szczegółową analizę. Oceniane elementy to przede wszystkim przebicie ( ile razy zysk przewyższa nakłady), oraz ryzyko wpadki. Np. jest niezłe przebicie na szmuglu papierosów, ale niestety również duże ryzyko wpadki. Alkoholu nie opłaca się szmuglować, bo to robią Duńczycy masowo we własnym zakresie. ?Narkotyki już podzielone miedzy rywalizujące bandy. Handel kobietami do burdeli jakoś nie chwyta w Skandynawii . Wiec trzeba by cos nowego.... ??Z jakiego kryterium wyjść?
C o wyróżnia Danie od innych krajów europejskich?Ano dobrobyt - wysokie place i wysokie podatki EUREKA!! Wysokie place - a w Polsce niskie - czyli potencjalnie duża różnica do skasowania. A co z podatkami? Szybka przymiarka pokazuje ze podatków da się zupełnie uniknąć, jeżeli kontrakty na prace są do roku czasu, Ale o tym oczywiście nie będziemy pracowników informować. Nasi naganiacze w Polsce postarali się żeby przyszli pracownicy myśleli ze w Danii są olbrzymie podatki i nie należy ich wyprowadzać z błędu. Kto ma informacje ten ma władze? Tak - to jest to!! Wiec nie wchodzimy w ryzykowny szmugiel czy interes burdelowy - ale w prace ludzka. Dla nas kasa - a dla rodaków praca - czyż to nie piękna idea? A jaka szlachetna - pomoc rodakom.... Mamy wiec już gotowy 4 - punktowy biznes plan - gdzie miedzy innymi określiliśmy kraj i nisze biznesowe oraz dokonaliśmy wyboru branży - a także przeanalizowaliśmy takie kryteria biznesowe jak przebicie, ryzyko wpadki, ?lokalna konkurencja i możliwości współpracy z doradcami. Teraz musimy postarać się o zatwierdzenie naszego biznes planu przez Wielkiego Szefa z Pruszkowa - oraz o implementacje jego cennych wskazówek. Wielki Szef pragnie, aby w naszym biznesie uczestniczyły osoby przez niego polecone - do których ma on pełne zaufanie nabyte w latach wspólnego przebywania w miejscach odosobnienia. ?Pozwoli mu to na ostrzeżenie nas gdyby jakieś władze wzięły nas na celownik i uchroni przed ewentualnymi nerwowymi reakcjami. Ponadto Wielki Szef ma dobre kontakty z grupa doradców w wybranym przez nas kraju, co zapewni nam ich protekcje nad naszym biznesem. ??W dyskusji uwzględnione zostają aspekty poruszone przez jednego z ekspertów dotyczące specyficznych aspektów kulturowych kraju, który zamierzamy opanować w ramach naszej branży. Otóż właściwie Duńczycy to nie naród, ale plemię. ?Trzymają się razem i aby cokolwiek załatwić trzeba znać kogoś, kto zna kogoś. ?Stwarza to ogromne trudności dla przybywających z zewnątrz biznesmenów. Jednak Wielki Szef znajduje salomonowe rozwiązanie. Już Grecy je zastosowali pod Troją. A teraz hackerzy stosują żeby się włamać do mocno chronionych systemów komputerowych. Nazywa się to fachowo - koń trojański. Trzeba znaleźć kogoś z plemienia duńskiego, kogo oni o nic nie będą podejrzewać i kto w związku z tym będzie miał nieskrępowane możliwości działania. Te osobę trzeba osaczyć tak, ?aby była zupełnie powolna naszym celom. ?? Po krótkiej dyskusji zapada postanowienie ze najpierw należy wysłać agentkę z rodziny, w której Wielki Szef zna osobę godna jego pełnego zaufania. Ta ma zakochać się nieprzytomnie ( i z wzajemnością) w wybranym Duńczyku. Następnie należy do pomocy jej skierować osoby z jej rodziny - ale tylko takie, do których Wielki Szef ma pełne zaufanie. Wkrótce odpowiednia rodzinka zostaje znaleziona i wybrana kandydatka wysłana na rekonesans. Misja kończy się pełnym sukcesem. ?Wytypowany Duńczyk porzuca swoją rodzinę i wiąże się z nasza agentka - przez co ta uzyskuje decydujący wpływ na jego działania. Przede wszystkim nakreśla mu świetlane perspektywy zostania błyskawicznie milionerem - no, bo w innych facetach to ona właściwie nie gustuje. Tak ze, jeżeli chce mieć taka kobietę jak ona - to musi być go na nią stać. Duńczyk jest tak oszołomiony nakreślonymi perspektywami - co, do których jego najmilsza przekonuje go ze są całkiem realne przy pomocy jej rodziny z Polski - ze ulega jej we wszystkim.
T eraz możemy wiec już przystąpić do rozkręcania biznesu. ? ?Przede wszystkim osoba z rodzinki agentki ciesząca się zaufaniem Wielkiego Szefa ma zapewnić ze wszystkie trudne dla naszego Duńczyka sprawy w Polsce będą iść jak po maśle. To ten pociotek agentki będzie werbować ludzi poprzez ogłoszenia w GW - podpisywać z nimi kontrakty i zapewniać ochronę biznesu przed wścibstwem władz i policji. Ponadto zapewni współpracę z firma transportowo-ochroniarska, której kierowcy będą także trzymać na oku pracowników nowo powstającej firmy w Danii. Za ten lukratywny kontrakt firma ta zgadza się na zatrudnienie wśród kierowców-ochroniarzy 2 osób z rodziny agentki - którzy oprócz pilnowania pracowników - będą także mieli oko na pozostałych kierowców. Fundamenty biznesu musza być pewne - a takie są zwykle w biznesie familijnym....Kiedy mamy już zatwierdzony biznes plan i gotowego do działania konia trojańskiego ( Duńczyka osaczonego przez rodzinkę agentki) możemy przejść do następnych punktów w strategii biznesu - to jest nawiązać współprace z miejscowymi doradcami oraz znaleźć tzw. biznes koncept? O niezbędności współpracy z miejscowymi doradcami wspomnieliśmy już wcześniej - natomiast biznes koncept powinien zawierać m.in. chwytliwe hasło dopasowane do rodzaju działalności. Tak jak np. dla przedwojennego przemysłu cukierniczego hasłem stało się - cukier krzepi. Szukając konkretnego przedsięwzięcia gdzie możemy skasować maksymalna różnice pomiędzy wysokimi placami duńskimi a głodowymi stawkami, za które gotowi byliby pracować rodacy z Polski kierujemy uwagę przede wszystkim na działalność, do której nie potrzeba żadnych kwalifikacji ani znajomości języka. W ten sposób ofertę nasza będzie można skierować do osób w Polsce mniemających żadnych szans na uzyskanie pracy w Danii i dlatego gotowych zaakceptować każde warunki. Jednocześnie w Danii układy zbiorowe zapewniają wysokie place minimalne. Dość szybko odkrywamy ze np. praca przy zbieraniu pieczarek spełnia postawione warunki. Ani kwalifikacje ani język nie są do tego potrzebne a stawka 105 kr za godzinę przy ok. 30 koron za godzinę, za które możemy z łatwością znaleźć pracowników w Polsce daje ponad 3-krotne przebicie. A wiec pieczarki. Teraz jeszcze pozostaje biznes koncept - czyli strategia prowadzenia biznesu - wyrażona w lapidarny sposób. Inspiracja przychodzi natychmiast z wybranej dziedziny działalności. Jak się hoduje pieczarki? Mamy biznes koncept!! Trzymać w ciemnocie i karmić gównem.... ??Dokładnie tak samo powinniśmy wiec traktować naszych przyszłych pracowników. ?Werbować tylko tych, którzy nie znają żadnego języka, aby nie mogli się porozumieć z otoczeniem i otrzymać jakiekolwiek informacje - oraz poprzez naganiaczy ładować w nich tyle fałszywych informacji ile tylko się da ( tzw. gó..-Prawda). A wiec ze w Danii są horrendalne podatki sprawiające ze, że stawki wyjściowej 105 kr na godzinę po podatku oraz potraceniu kosztów mieszkania i transportu - dla nich pozostanie tylko 30 kr na godzinę - co oczywiście i tak jest wspaniała oferta.
O tym ze pracownicy na kontraktach do roku czasu ogóle nie płacą w Danii podatku - ponieważ są traktowani jako przebywający na delegacji - z prawem do odpisu DZIENNIE 596 kr na koszty jedzenia i mieszkania oczywiście nikomu nie wspominamy. Natomiast oczywiście karzemy im przywieźć z Polski poświadczenia stałego zameldowania tamże - bo taki jest warunek otrzymania tego odpisu. W ten sposób mamy całkowicie dopracowany biznes koncept. Co prawda wymyślony on został do pieczarek - ale szybko odkrywamy ze można rozszerzyć go również na pomidory i kwiaty . Za wszystkich brać po 105,40 kr na godzinę - minus 8% na cele socjalne - czyli ok. 97 kr - a wypłacać im 30 kr. Koszt mieszkania na pracownika nie przekroczy 1200 kr miesięcznie przy upakowaniu 5-6 osób w mieszkaniu - a wiec przy 160 godzinach pracy wyniesie ok. 7,50 kr - no i jeszcze drobne wydatki na transport. Ale te zwrócą się wielokrotnie, jeżeli zaoszczędzi się na wypłacaniu pracownikom dodatków za prace w niedziele oraz dni wolne i święta a także nie wypłaci im feriepenge ( pieniędzy wakacyjnych). Skoro nie wiedza o tym ze się im takowe należą wiec się i nie upomina o nie. A gdyby się jednak, który pytał - to won z firmy . Była umowa na 30 kr za godzinę - czy nie? Wiec, o co pretensje? Zwykła nielojalność - a takiej się tu nie toleruje. Wiec mordę w kubeł - albo....
M amy wiec już zwerbowanych przy pomocy ogłoszeń w GW ludzi w Polsce, którzy gotowi są pracować dla nas przez cały rok za 30 koron za godzinę. Teraz organizujemy z nimi spotkanie i podpisujemy kontrakty - a w nich stawiamy dużo twardych warunków. Zwolnienie z pracy może być natychmiastowe - jeżeli cos się szefostwu nie podoba, albo po prostu, dlatego ze nie ma chwilowo pracy. Nikt z Polaków nie zna duńskich realiów wiec i nie zdaje sobie sprawy ze takie kontrakty są sprzeczne z duńskim ustawodawstwem pracy - a wobec tego z mocy prawa nieważne i ze ich podpisy nie maja żadnego znaczenia. Oni myślą ze skoro podpisali to podpisali.... ?? Ponadto dajemy im do podpisania inne kontrakty z plącą brutto 105 kr za godzinę - tym razem po angielsku żeby nic z tego nie rozumieli - tłumacząc im ze takie musza być zawarte z ich przyszłymi pracodawcami - tyle ze różnicą - 75 kr na godzinę - idzie na podatki, obowiązkowa przynależność do duńskich związków zawodowych, koszty zamieszkania i transport. A w ogóle to żadnego z tych papierów po ich podpisaniu nie dajemy im do ręki tłumacząc ze najpierw trzeba je zatwierdzić w Danii i ze tam je dostana. Terefere .... Na wypadek jakby się trafił jakiś, który zna angielski to, chociaż u góry wielkimi literami pisze ze KONTRAKT SPELNIA WSZYSTKIE WARUNKI DUNSKIEJ UMOWY ZBIOROWEJ - na dole już małymi literkami dopisujemy ze - pracownik rozumie ze kontrakt spełnia wszystkie warunki duńskiej umowy zbiorowej oprócz płacy. Ze te 2 zdania stoją ze sobą w sprzeczności? Jaki to problem - przecież nikt z podpisujących nie zna angielskiego. A gdyby się okazało ze jednak zna i może by się o to zapytał - to się go po prostu do tej pracy nie weźmie. Nie chcesz -nie musisz.... ??No i jeszcze te kontrakty trzeba zatwierdzić w Udl?ndingeStyrelsen gdzie pilnują, aby pracownicy z nowych krajów EU dostawali takie same warunki pracy i płacy jak Duńczycy. Nawet specjalnie przedłużyli teraz okres przejściowy,w ?którym trzeba starać się o takie zezwolenia o 3 lata. Tam niestety znają angielski i taki numer z 2 sprzecznymi zdaniami by nie przeszedł. Ale co to za problem, aby do Udl?ndingeStyrelsen wysłać inna wersje - już bez tego małego dopisku? Ze, co? Ze mamy w ten sposób aż 3 różne kontrakty i ze to jest oszustwo? Ależ spokojnie drodzy państwo. Czy nikt z was nigdy nie widział gry w 3 karty? Od której wielu zaufanych Wielkiego Szefa z Pruszkowa zaczynało swoja karierę? Toć to właśnie ta gra na oszustwie polega....Kontrakty mamy już zatwierdzone przez Udl?ndingeStyrelsen a rodacy z Polski już jada do pracy. Teraz musimy poinstruować pracowników biura, koordynatorów i kierowców o zasadach prowadzenia biznesu. Najpierw przygotowujemy rachunkowość - wiadomo ze pieniądze są najważniejsze. Wiec i w papierach musi wszystko wyglądać OK na wypadek gdyby konkurencja jakąś kontrole podesłała. ?Wiec liczymy.
Z aczynamy od nominalnej ilości godzin. 160 Na miesiąc. 160 X 105 kr = 16.800 Kr - tyle wpłynie do nas. A my obiecaliśmy 160 x 30 kr = 4.800 kr . To oczywiście wypłacimy terminowo, aby żadnych skarg nie było. Niech nas raczej wszyscy chwalą. Obiecali 30 kr na godzinę i dają tyle. I to punktualnie. Porządna firma. Nigdy nie zawadzi mieć dobra opinie. Tylko, kto by tam sobie głowę zaprzątał rachunkami, kwitkami plac itd. I tak nikt z pracowników po duńsku nie umie to, po co im cos takiego? Wystarczy jak dostana kopertę z wypisanym nazwiskiem i suma. Powinni być zadowoleni ze suma w kopercie zgadza się z tym, co napisane na kopercie - no nie ? No i nie dawać za dużo do ręki, bo by jeszcze za dobrze się poczuli. Ot tak cykać po trochu - 1000 koron raz na tydzień. I raz na miesiąc małe wyrównanie. No nie wszystkim oczywiście - jeżeli ktoś był chory i nie był w pracy to po prostu nie dostanie forsy za ten dzień. Prosty system . Jak pracy nie ma to oczywiście tez nie . To daje natychmiast właściwy stosunek do firmy. Praca jest nagroda - a nie jakimś prawem. Ci, co zasłużą na nią - to dostana. A ci, co nie to nie. Ale za to za mieszkanie i wszystko inne zapłacą. Tak - to świetny system. No i oczywiście na więcej pracy będą mogli liczyć ci, którzy będą w lepszych stosunkach z biurem - donosić na kolegów itd. Teraz tylko trzeba pomyśleć jak tu odliczyć każdemu z pensji ta różnicą pomiędzy 16.800 a 4.800 Kr, która należy skierować do naszej kieszeni. Wiadomo ze jak przyjdzie rewizor to weźmie kalkulator i będzie sprawdzał czy suma się zgadza. Tylko tyle. Za co to juz nie jego sprawa. Wiec trzeba rozpisać te 12.000 kr . Kreatywnie - i tak żeby dla rewizora wyglądało to zupełnie jak taki kwitek wypłaty, jakich setki ogląda w innych firmach. No - nasza nie jest dokładnie taka - ale tego mu nie musimy uświadamiać.... ??Wiec 16.800 kr - najpierw trzeba odliczyć 8% arbejdsmarkedsbidrag na cele socjalne - to będzie 1344 kr . Zostaje 15.456 kr . Dla pracownika odliczamy 4.800 tak jak było umówione - reszta dal nas . To by było 10.656 . Tak - nieźle . Trzeba to teraz tylko rozpisać - i to tak żeby rewizorowi do głowy nie przyszło gdzieś zaglądać w szczegóły . Zaraz , zaraz - trzeba po prostu popatrzeć na zwykły duński kwitek podatkowy . Co oni tam maja odciągane oprócz arbejdsmarkedsbidrag ? No oczywiście podatek . Ze, co ? Ze pracownicy z Polski na kontraktach do roku w ogóle nie powinni płacić podatku bo maja odpis "delegacyjny" po 596 kr dziennie ? He , he - to tylko my wiemy . Skąd rewizor mógłby wiedzieć cos takiego jak on tylko duńskie kwitki placowe cale życie ogłada ? Dla niego ten kwitek ma wyglądać jak duński i tyle . Odliczamy podatek - to by było tak 15.456 minus osobisty odpis podatkowy 3208 to by było 12.248 kr . Teraz 38 % podatku - 4.654 kr . Bardzo dobry początek - to juz idzie do naszej kieszeni - bo urząd podatkowy dobrze wie ze pracownicy z Polski podatku żadnego nie powinni płacić - wiec się i niczego nie spodziewa . 10.656 minus 4.654 to daje 6001 .
H mmm .... jak to teraz skierować do naszej kieszeni ? Popatrzmy na duński kwitek - co oni tam jeszcze płacą . Aha - związki zawodowe . Świetnie - to każemy naszym tez wypełnić deklaracje i potracimy pieniądze za przynależność . Nie - deklaracji ani pieniędzy oczywiście nigdzie nie poślemy - he , he . To nawet jest zabezpieczenie - no, bo jak by tak któryś chciał się kiedyś na cos do związków poskarżyć to oni sprawdza ze takiego członka nie maja i mu grzecznie powiedzą ze nic się dla niego nie da zrobić . No a jakby się ktoś kiedyś przyczepił ze forsa była potrącana a w związkach nie byli - to zawsze da się wytłumaczyć ze komuś w biurze cos się pokręciło . Pomylić się każdy może . Najwyżej by się forsę oddało . No to 250 kr odliczamy - zostaje 5751. No - ale Duńczycy zapisują się tez do kasy dla bezrobotnych . Co prawda zasiłek z kasy można dostać dopiero po roku pracy a wszyscy nasi pracownicy maja kontrakty tylko na rok - ale kto tam zna takie szczegóły ? Wiec damy im deklaracje do wypełnienia do kasy dla bezrobotnych - i tez schowamy do szuflady . Forsę się odciągnie co miesiąc - ile to będzie - no nieźle - 701 koron . To jeszcze by zostało 5.000 kr do zagospodarowania . Tylko ze juz nie ma na co rozpisać, bo Duńczycy na nic więcej nie płacą . No tak, ale my mamy Polaków - wiec to można wykorzystać . Na przykład każemy im mieszkać w wynajętych przez nas dla nich mieszkaniach . A jak by któryś nie chciał - to won z firmy . No i te 5000 kr to policzymy za czynsz . Mieszkanie się wynajmie za góra 5000 kr miesięcznie . Wsadzi się tam 5 ludzi po 5000 kr od łebka - to by było 25.000 - czyli na czysto 20.000 kr . Miesięcznie. I juz - wszystko ładnie pasuje . Z wypłaty 16.800 kr - damy wiec 4.800 kr pracownikowi - a reszta dla nas .... Rozliczenia dla rewizora tez pasuje, bo zupełnie podobne do tych duńskich kwitków - i arbejdsmarkedsbidrag jest , i podatek , a nawet związki zawodowe i kasa dla bezrobotnych . No to juz bardzie duński być nie może . No może nie będzie mu się całkiem podobać te 5000 kr od lepka za mieszkanie - ale w razie czego to mu się wytłumaczy ze w tym jest tez masa innych kosztów , transport , pomoc , konsultacje , dyspozycyjność firmy . Poza tym rewizor nie ma kompetencji, aby to podważać, bo to jest umowa cywilno-prawna . Takie to tylko sad mógłby ruszyć . Ale do sadu przecież sprawa sama nie pójdzie - ktoś musiałby wniosek złożyć . A tego przecież nikt nie zrobi - no, bo skoro w Polsce roboty nie ma a tu 30 kr na godzinę dostaje - wiec chyba by głupi musiał być żeby z takiego raju dobrowolnie chciał zrezygnować . Zresztą zapowie się ze, jeżeli ktokolwiek jakiekolwiek informacje o firmie komukolwiek by przekazywał - a nawet koledze opowiadał - to za to jest natychmiastowe wyrzucenie z roboty - za nielojalność wobec firmy . Wiadomo ze tutaj jest walka konkurencyjna - chyba wszyscy o tym słyszeli ? Wiec nikomu ani mru , mru . No a gdyby ktoś takiego nielojalnego przyuważył to ma sam swoja lojalność wobec firmy natychmiast zademonstrować - i donieść do koordynatora . No i oczywiście koordynatorzy i kierowcy tez oko maja mieć na pracowników . W końcu za to im się tez płaci . Dobrze będzie ....
No wiec rachunki pasują juz doskonale - nawet na wypadek gdyby konkurencja kontrole jakąś nasłała . Teraz zostało jeszcze tylko kilka szczegółów dotyczących wyposażenia mieszkań dla pracowników . Skoro wynajmujemy je jako umeblowane i bierzemy po 5000 kr od osoby przy 5 osobach w mieszkaniu - to cos z tego musimy im odpalić . Ale bez przesady . Materac na nóżkach to każdy powinien mieć . Przy hurtowym zakupie nie będzie to kosztować więcej niż tysiąc koron za sztukę . No i jakiś mały stolik żeby mogli przy nim jeść - to by było jakieś 300 kr . Po jednym krześle na każdego - to jeszcze 120 kr na łebka . W kuchni na każdego po jednym talerzu , jednym nożu , jednym widelcu i jednej łyżce - razem wydatek około 40 kr na łebka . A po co więcej ? Żeby może gości zaczeli zapraszać ? Wódkę może jeszcze pic ? I nie daj Boże popijanemu z czymś niestosownym się wygadać ? Mowy nie ma .... No i jeszcze pranie . Hmmmm .... normalnie wszystkie mieszkania są wyposażone w pralki albo w karty magnetyczne do wspólnej pralni . Ale skąd Polacy mogliby o tym wiedzieć ? Wiec skoro nie wiedza to wystarczy jak im balie się wstawi do łazienki . Jeszcze 50 koron . To by razem było 6.150 kr . Teraz garnki - hmmm .... chyba 2 garnki na 3 mieszkania będzie dosyć ? 150 koron - czyli po 50 kr na mieszkanie . Nie - nie chodzi o to żeby zaoszczędzić -tylko żeby skłonić pracowników do współpracy . Jak będą musieli sobie garnki pożyczać to i duch zespołowy się wśród nich wytworzy . Firmy wydaja gruba forsę na team-buildning - ale my właśnie przez przeciwieństwo tego osiągniemy to samo . Bez forsy można jeszcze lepszego ducha w zespole zbudować . A poza tym to trochę więcej czasu im na robienie jedzenia zejdzie - a to bardzo ważne żeby czas po pracy był maksymalnie zagospodarowany . Jak w wojsku . Bo jak ludzie maja za dużo wolnego czasu to im się jakieś głupie myśli mogą zacząć w głowach lęgnąć . Tak - 2 garnki na 3 mieszkania - to jest akurat . No i ewentualnie odkurzacz - jeden na te 3 mieszkania . Jeszcze 900 kr - czyli po 300 kr na mieszkanie . To doszliśmy do 6.500 To, juz byłoby wszystko . Ale , ale - a co będzie jak się będą szwendać po mieście i nie daj Boże jakichś Polaków spotkają ? Ktoś mógłby się z czymś nieroztropnie wygadać - zwłaszcza, ?jeżeli by na wódkę zaprosili ?Nie - temu należy stanowczo zapobiec . Choćby i dodatkowe koszty z tego miały być . Na bezpieczeństwie firmy nie można oszczędzać . Kupi się do każdego mieszkania telewizor . Niech wiedza jak firma o nich dba . Tak - to świetna myśl - za niecałe 3500 kr można spokojnie kupić cos, co ich skutecznie przytrzyma w domu . No, bo jak przyjadą zmęczeni z roboty -to zanim się każdy po kolei umyje pod jedynym prysznicem , a potem zrobi sobie jedzenie - to juz nie będzie miał chęci na łażenie po mieście . A tu jeszcze duży ładny telewizor kusi .... Tak - wykosztowaliśmy się - cale 10.000 kr na jedno mieszkanie
A le za każde zarobimy przecież 20.000 kr na czysto miesięcznie. Wiec po 2 tygodniach wszystkie wydatki się zwrócą . Będzie dobrze ....Mieszkania dlapracowników juz wyposażone a oni sami w nich zainstalowani . Od razu zanim ochłoną z wielu nowych wrażeń i zmęczenia długą podrożą podkładamy im plik dokumentów do podpisania jako bardzo pilne - ponieważ bez tego niczego rzekomo nie da się rady w Danii załatwić . Wszystko oczywiście po duńsku żeby władze nie miały kłopotów z przeczytaniem , a pracownicy wydatków na tłumaczenia . No i z gwarancja ze nikt z nich niczego z tego nie potrafi zrozumieć . O jakie dokumenty musimy zadbać ? To zależy, jakich przekrętów firma zamierza dokonywać . Jeżeli na przykład mamy zamiar zatrudniać ludzi bez zezwoleń na prace i pozwalać im pracować na konto tych, którzy je mieli, ale pod jakimś pretekstem ( np. braku pracy ) się pozbyliśmy - to oczywiście potrzebne jest pełnomocnictwo do zameldowania i wymeldowania ich w Danii . Miedzy data zameldowania a wymeldowania komputer urzędu podatkowego przydziela nie tylko osobisty odpis podatkowy w wysokości 38.500 kr rocznie - a wiec ponad 105 kr dziennie - ale przede wszystkim odpis podatkowy "delegacyjny" 596 kr dziennie . Właśnie wysokość tego ostatniego sprawia ze pracownicy z Polski w praktyce nie będą płacić żadnego podatku . O czym oczywiście nie mamy zamiaru ich informować . Oni są poinformowani jeszcze w Polsce przez naganiaczy ze w Danii są olbrzymie podatki, które sprawiają, że ze 105 kr nominalnej płacy po potrąceniach dostana na rękę 30 kr . Z czego oczywiście i tak są bardzo szczęśliwi . No, ale jakie korzyści możemy osiągnąć my sami z rejestracji w urzędzie podatkowym ? He, he - nie będziemy tu zdradzać wszystkich sekretów . Ale mądrej głowie dość dwie słowie . Jeżeli pani w urzędzie podłożymy wcześniej podpisana umowę z data a jednocześnie upoważnienie do zarejestrowania to oczywiście ona zarejestruje z data, która jest na umowie . W ten sposób odpowiednie odpisy podatkowe zostaną uruchomione jeszcze zanim pracownik przyjechał do Danii . No a potem jak juz wyjedzie to mając w reku jego pełnomocnictwo do wymeldowania wcale nie będziemy się tym śpieszyć . A może zupełnie zapomnimy to zrobić . Wtedy komputer automatycznie będzie mu przydzielał odpisy podatkowe do 31.12. danego roku . I co z nimi ? He , he - a może przydadzą się komuś, kogo zatrudnimy na miejsce osoby, która dawno juz opuściła Danie ? Albo do innych podobnie kreatywnych celów .... C zasem mimo ze wszystko jest przemyślane w najdrobniejszych szczegółach - ale ednak cos pójdzie nie tak . Np. zdarzy się wypadek przy pracy . Najważniejsze, ?aby zachować zimna krew .Nikt z pracowników nie zna duńskiego ustawodawstwa wiec i nie wie, co mu się należy w takim wypadku . To daje nam szerokie pole manewru .... Najpierw należy podłożyć pracownikowi oświadczenie do podpisania - oczywiście po duńsku, bo to przecież maja czytać władze . A w oświadczeniu należy sprawę opisać tak, aby nie było z nią więcej żadnego kłopotu . Np. ze wypadek stal się w czasie wolnym . Oczywiście nie należy pracownika informować o tym, co podpisuje . Wystarczy jak się mu powie ze jest to zameldowanie wypadku . Ponadto należy go uspokoić zapewniając ze poszuka mu się zaraz jakiejś innej pracy, która mógłby wykonywać pomimo doznanej szkody . Wtedy chętnie podpisze . A potem można mu za 2 dni zakomunikować ze niestety niczego nie udało się znaleźć - a ponieważ jest niezdolny do pracy wiec niestety musi wyjechać do kraju . Ale na koszt firmy oczywiście - ma się ten gest ....Poprzednio opisaliśmy jak sobie radzić w razie wypadku przy pracy . Teraz inna sytuacja, w której trzeba wykazać zarówno opanowanie jak i zdecydowanie . Załóżmy ze któryś z pracowników wykazuje niezdrowa ciekawość i zaczyna się dopytywać, kiedy dostana dodatkowe pieniądze za prace w nadgodzinach oraz w niedziele i święta . Najpierw wyrażamy zdziwienie, o co mu w ogóle chodzi - przecież umowa była na 30 kr za godzinę i tyle dostają . Nikt nigdy nie wspominał o jakichś dodatkach . W zasadzie takie uniesienie brwi i wyrażenie zdziwienia powinno wystarczyć . Jeżeli ktoś nie jest zadowolony z otrzymywania regularnie umówionej w Polsce sumy to oczywiście może prace wypowiedzieć i wrócić do domu . Na pewno znajdzie się wielu chętnych na jego miejsce . No, ale oczywiście powinniśmy być przygotowani na każdą możliwą sytuacje - także i na taka ze taki ponownie przyjdzie i zacznie marudzić ze w angielskiej wersji kontraktu pisze cos o nadgodzinach . Kto do cholery w ogóle dal mu do reki ten papier ? Przecież mieli tylko go podpisać i nigdy więcej go nie oglądać !! To było napisane wyłącznie po to żeby Udl?ndingeStyrelsen wydało zezwolenia na prace . A nie po to żeby komuś jakieś bzdurne dodatki wypłacać !! Jakieś niedopatrzenie w biurze - trzeba tam będzie chyba polecieć komuś po premii .... No, ale skoro juz przyszedł to trzeba sprawę załatwić
. Ale w tym miejscu są do rozważenia 2 przypadki .
1 . Pytającym się jest facet . Z tym to raczej nie ma, co próbować siłą . Trzeba mu powiedzieć ze się to sprawdzi w biurze - ale następnego dnia poinformować go ze chwilowo nie ma dla niego pracy i dlatego ma kilka dni wolnego . Może oczywiście pojechać w tym czasie do Polski . Wtedy nie będzie płacił 5000 kr miesięcznie za mieszkanie razem z 5 innymi . Czysty zysk dla niego . No a jak się praca znajdzie - może za jakieś 2 tygodnie - to oczywiście przyjedzie tu z powrotem . Facet się oczywiście godzi - no bo niby, co ma zrobić ? A jak wyjedzie to juz tu więcej nie trafi . Na telefony będzie się odpowiadać ze niestety nic jeszcze na razie nie ma . I to będzie tez świetny przykład dla jego kolegów, którym się być może zwierzyli ze chce się o cos pytać w firmie . Ciekawskich tu nie lubimy ....
2 . Pytająca jest kobieta . Tu sytuacja jest znacznie gorsza, bo takie zwykle są gadatliwe i paplą naokoło do koleżanek . A przy tym mniej śmiałe niż faceci wiec skoro się juz odważyła pytać to znaczy ze sprawy zaszły za daleko . Dlatego decyzja musi być bezzwłoczna . Natomiast nie ma potrzeby robić sobie jakichś ceregieli . Bo co ona może ? Wiec wystarczy dać jej dzień wolny i jak koleżanki będą w pracy - to za łeb i do samochodu . Wywieźć do Polski i zostawić w nocy w lesie . Jak sobie przespaceruje kilkanaście kilometrów po ciemku to dojdzie do wniosku ze lepiej siedzieć cicho, bo i cos więcej mogłoby się jej przytrafić ....
A dla koleżanek świetny przykład . Poszły do pracy - wracają - a tu po pytce ani śladu . Wiec się dobrze zastanowią zanim się którąś na drugi raz zechce o cos zapytać ....Mamy juz zgrabnie rozpisane te 105 kr na godzinę tak ze zupełnie w zgodzie z papierami możemy pracownikom wypłacać po 30 kr . Reszta idzie prosto do naszej kieszeni - no , bez tych 8,5 korony na arbejdsmarkedsbidrag i jeszcze kilku koron na mieszkanie i transport . Mieszkanie dla 6 osób mamy wynajęte za max 6000 kr i do tego dojdzie jeszcze trochę za wodę i prąd - no niech będzie 1200 kr na miesiąc . To by było po1200 kr miesięcznie na łebka albo przy 160 godzinach pracy po 7,50 kr na godzinę . No i transport - góra 40 kr dziennie na łebka - to by było jakieś 5 kr na godzinę . 8,5 + 7,5 + 5 = 21 czyli z tych 105 zostaje 84 . Pracownikowi damy 30 - dla nas po potraceniu kosztów zostaje 54 . Plus wszystkie dodatki za nadgodziny i prace w niedziele i święta, którymi się juz z nikim nie dzielimy. Umawialiśmy się na 30 kr - wiec i tyle wypłacamy. A jak jest więcej pracy to chyba radość dla pracowników - no nie? Nagroda za lojalność. Ale gdyby się to komuś nie podobało - to droga wolna. Nawet w transporcie do Polski pomożemy.... ??Ale czy tu by się tu nie dało cos więcej wykombinować? No właśnie - jak to dobrze jest czasami pomyśleć. Feriepenge . Cos, co jest tylko w Danii a nikomu w Polsce nawet się o tym nie śniło. 12,5 % od zarobku brutto - po potraceniu arbejdsmarkedsbidrag . Czyli ok. 12 koron na godzinę. Albo 1920 kr przy 160 godzinach pracy. Bardzo mile. A najsympatyczniejsze jest to ze im więcej nasi pracownicy tyrają tym więcej nam tych feriepenge do kieszeni wpadnie. Bez żadnych kosztów własnych. Czysta robota....
Tylko jak to tam jest z tymi formalnościami? Trzeba się upewnić. Kto ma informacje ten ma władze . Dzwonimy wiec do Ferie Konto i pytamy się jak to będzie z tymi pieniędzmi pracowników, kiedy wyjada z Danii ? Uprzejma pani wyjaśnia ze jak tylko wymeldują się w Folkeregister to oni automatycznie dostają te informacje. I wtedy wypłacają pieniądze na numer konta, który trzeba im przesłać razem z numerem cpr. danej osoby. Nie, nie sprawdzają, do kogo należy konto, bo wiele osób wyjeżdżających likwiduje swoje konta i prosi o przesłanie na konto znajomych. ??No to właśnie był ten brakujący element układanki. Forsa juz jest - potrzebny był tylko legalny sposób skierowania jej do naszej kieszeni. Właśnie się znalazł. Numery cpr wszystkich naszych pracowników oczywiście mamy. O pełnomocnictwo do ich wymeldowania w Folkeregister tez się juz postaraliśmy. ?No i oczywiście jesteśmy ich znajomymi i numer konta tez mamy.Nasz własny. ?Tak ze zaraz po wyjeździe pracowników wysyłamy e-mail do Feriekonto z ich numerem cpr ale z naszym numerem konta. Po czym spokojnie wymeldowujemy ich w Folkeregister napodstawie wcześniej uzyskanego pełnomocnictwa. Resztę załatwia juz komputery miedzy sobą. Ten z Folkeregister automatycznie prześle informacje o wyjeździe naszych pracowników z Danii do swojego "kolegi" w Feriekonto - a tamten po porównaniu danych wyśle pieniążki na podane przez nas nasze własne konto. Całkiem automatycznie. Jaka to korzyść ze komputer nie może się dziwić . Bo gdyby to jakaś pani robiła to może by się zdziwiła ze tyle przekazów idzie na to samo konto. Ale komputery na szczęście łykają wszystko, ?czym się je nafaszeruje i niczemu się nie dziwią. Nowy, wspaniały świat....tał pierwszy punkt biznesplanu polegający na wykorzystaniu specyficznej niszy biznesowej w Danii - którym jest łatwowierność Duńczyków. Obecnie przechodzimy do punktu drugiego - analizy kolejnej specyficznie duńskiej niszy biznesowej - kto i co o nas może wiedzieć? ??Biznesmen z Polski mógłby fałszywie uważać ze skoro spędził juz kilka lat w miejscu odosobnienia to władza wiedza wszystko na jego temat. W Polsce tak - ale nie tutaj. Tutaj o takim fakcie wiedziałyby ewentualnie tylko władze więzienne i policja. W każdej innej sytuacji jest tutaj nieposzlakowanym obywatelem. Po prostu, dlatego ze jest tutaj zakaz porównywania publicznych baz danych. Policja wie swoje, komuna swoje, urząd podatkowy swoje itd., Czyli każdemu można wcisnąć inny kit. Powiedzmy ze handlujemy jakimś doskonałym polskim produktem np. amfetamina - i policja ma nas na oku - co mogłoby doprowadzić do rewizji i wpadki .
Jak zapobiec takiej ewentualności? Bardzo prosto. Znajdujemy spolegliwego człowieka ( za drobne 500 kr miesięcznie ) - najlepiej z grupy doradców, ponieważ oni maja wyrobienie w kontaktach z policjai nie pękają z byle powodu - meldujemy się u niego i wszystkie władze włącznie z policja wierzą ze tam właśnie mieszkamy. No i jakby np. policji przyszedł do głowy pomysł zrobienia tam rewizji - to mogą sobie długo szukać. W ten sposób ewentualne ryzyko wpadki ogranicza się tylko do ewentualnej przypadkowej kontroli drogowej - co jak to wykazano w poprzednim odcinku Vademecum jest bardzo proste do wyeliminowania . Trzecim punktem biznesplanu jest wybór branży. W tym celu należy dokonać bardzo szerokiej analizy możliwości dla wybrania wariantu optymalnego ( maksymalne przebicie, minimum ryzyka, małą konkurencja i dobre możliwości współpracy z doradcami). ??Najpierw należy przeprowadzić wstępne rozpoznanie rynku i przyjrzeć się, jaki biznes jest na danym terenie prowadzony. Jeżeli jest to np. miasto będące siedziba Hells Angels to raczej nie powinniśmy się tutaj wpychać z nasza amfetamina, ( choć lepszej jakości niż tamci oferują). Po prostu wchodząc na nowy rynek nie należy zaczynać od drażnienia konkurencji. Konkurencja, bowiem mogłaby nas po prostu zakapować i juz na wstępie utrudnić życie. Dlatego powinniśmy zamiast konkurować - postępować wprost przeciwnie - a mianowicie szukać współpracy. Np. wykupić u miejscowych doradców abonament na ochronę naszego biznesu. Wiadomo ze podobnie jak młoda roślinka - młody biznes wymaga szczególnej ochrony. Pociąga to oczywiście za sobą pewne koszty, ale jest to inwestycja niezbędna i w długiej perspektywie bardzo opłacalna.??Oczywiście najbardziej obiecujące są nowe branżę jeszcze na danym terenie nie eksploatowane. W takim wypadku, bowiem nie mamy konkurencji, która nie tylko wałczyłaby z nami o rynek powodując zmniejszenie zysków - ale przede wszystkim unikamy ryzyka zakapowania. To jest niestety minus Danii w stosunku do Polski. W Polsce na punkcie kapusiów naród ma obrzydzenie i choć wie dużo nic władzom nie piśnie. Ale tutaj niestety jest inaczej - Duńczycy kapują się masowo i dlatego musimy szczególnie uważać na firmy konkurencyjne, w których oprócz biznesmenów polskich są również zatrudnieni Duńczycy...W punkcie trzecimbiznesplanu dokonaliśmy wstępnego wyboru potencjalnych branż, ?w których pragnęlibyśmy rozwijać interes. Teraz należy przeprowadzić ich szczegółową analizę. Oceniane elementy to przede wszystkim przebicie ( ile razy zysk przewyższa nakłady), oraz ryzyko wpadki. Np. jest niezłe przebicie na szmuglu papierosów, ale niestety również duże ryzyko wpadki. Alkoholu nie opłaca się szmuglować, bo to robią Duńczycy masowo we własnym zakresie. ?Narkotyki juz podzielone miedzy rywalizujące bandy. Handel kobietami do burdeli jakoś nie chwyta w Skandynawii . Wiec trzeba by cos nowego.... ??Z jakiego kryterium wyjść? Co wyróżnia Danie od innych krajów europejskich?Ano dobrobyt - wysokie place i wysokie podatkiEUREKA!! Wysokie place - a w Polsce niskie - czyli potencjalnie duża różnica do skasowania. A co z podatkami? Szybka przymiarka pokazuje ze podatków da się zupełnie uniknąć,?jeżeli kontrakty na prace są do roku czasu Ale o tym oczywiście nie będziemy pracowników informować. Nasi naganiacze w Polsce postarali się żeby przyszli pracownicy myśleli ze w Danii są olbrzymie podatki i nie należy ich wyprowadzać z błędu. Kto ma informacje ten ma władze. Tak - to jest to!! Wiec nie wchodzimy w ryzykowny szmugiel czy interes burdelowy - ale w prace ludzka. Dla nas kasa - a dla rodaków praca - czyż to nie piękna idea? A jaka szlachetna - pomoc rodakom.... Mamy wiec juz gotowy 4 - punktowy biznesplan - gdzie miedzy innymi określiliśmy kraj i nisze biznesowe oraz dokonaliśmy wyboru branży - a także przeanalizowaliśmy takie kryteria biznesowe jak przebicie, ryzyko wpadki, ?lokalna konkurencja i możliwości współpracy z doradcami. Teraz musimy postarać się o zatwierdzenie naszego biznesplanu przez Wielkiego Szefa z Pruszkowa - oraz o implementacje jego cennych wskazówek. Wielki Szef pragnie, aby w naszym biznesie uczestniczyły osoby przez niego polecone - do których ma on pełne zaufanie nabyte w latach wspólnego przebywania w miejscach odosobnienia. ?Pozwoli mu to na ostrzeżenie nas gdyby jakieś władze wzięły nas na celownik i uchroni przed ewentualnymi nerwowymi reakcjami. Ponadto Wielki Szef ma dobre kontakty z grupa doradców w wybranym przez nas kraju, co zapewni nam ich protekcje nad naszym biznesem. ??W dyskusji uwzględnione zostają aspekty poruszone przez jednego z ekspertów dotyczące specyficznych aspektów kulturowych kraju, który zamierzamy opanować w ramach naszej branży.Otóż właściwie Duńczycy to nie naród, ale plemię. ?Trzymają się razem i aby cokolwiek załatwić trzeba znać kogoś, kto zna kogoś. ?Stwarza to ogromne trudności dla przybywających z zewnątrz biznesmenów. Jednak Wielki Szef znajduje salomonowe rozwiązanie.
Juz Grecy je zastosowali pod Troją. A teraz hackerzy stosują zebry się włamać do mocno chronionych systemów komputerowych. Nazywa się to fachowo - koń trojański. Trzeba znaleźć kogoś z plemienia duńskiego, kogo oni o nic nie będą podejrzewać i kto w związku z tym będzie miał nieskrępowane możliwości działania.Te osobę trzeba osaczyć tak, ?aby była zupełnie powolna naszym celom. ?? Po krótkiej dyskusji zapada postanowienie ze najpierw należy wysłać agentkę z rodziny, w której Wielki Szef zna osobę godna jego pełnego zaufania. Ta ma zakochać się nieprzytomnie ( i z wzajemnością) w wybranym Duńczyku. Następnie należy do pomocy jej skierować osoby z jej rodziny - ale tylko takie, do których Wielki Szef ma pełne zaufanie. Wkrótce odpowiednia rodzinka zostaje znaleziona i wybrana kandydatka wysłana na rekonesans. Misja kończy się pełnym sukcesem. ?Wytypowany Duńczyk porzuca swoją rodzinę i wiąże się z nasza agentka - przez co ta uzyskuje decydujący wpływ na jego działania. Przede wszystkim nakreśla mu świetlane perspektywy zostania błyskawicznie milionerem - no, bo w innych facetach to ona właściwie nie gustuje. Tak ze, jeżeli chce mieć taka kobietę jak ona - to musi być go na nią stać. Duńczyk jest tak oszołomiony nakreślonymi perspektywami - co, do których jego najmilsza przekonuje go ze są całkiem realne przy pomocy jej rodziny z Polski - ze ulega jej we wszystkim. ?Teraz możemy wiec juz przystąpić do rozkręcania biznesu. ? ?Przede wszystkim osoba z rodzinki agentki ciesząca się zaufaniem Wielkiego Szefa ma zapewnić ze wszystkie trudne dla naszego Duńczyka sprawy w Polsce będą iść jak po maśle. To ten pociotek agentki będzie werbować ludzi poprzez ogłoszenia w GW - podpisywać z nimi kontrakty i zapewniać ochronę biznesu przed wścibstwem władz i policji. Ponadto zapewni współpracę z firma transportowo-ochroniarska, której kierowcy będą także trzymać na oku pracowników nowo powstającej firmy w Danii. Za ten lukratywny kontrakt firma ta zgadza się na zatrudnienie wśród kierowców-ochroniarzy 2 osób z rodziny agentki - którzy oprócz pilnowania pracowników - będą także mieli oko na pozostałych kierowców. Fundamenty biznesu musza być pewne - a takie są zwykle w biznesie familijnym....
Kiedy mamy juz zatwierdzony biznesplan i gotowego do działania konia trojańskiego ( Duńczyka osaczonego przez rodzinkę agentki) możemy przejść do następnych punktów w strategii biznesu - to jest nawiązać współprace z miejscowymi doradcami oraz znaleźć tzw. bizneskoncept. O niezbędnościwspółpracy z miejscowymi doradcami wspomnieliśmy juz wcześniej - natomiast bizneskoncept powinien zawierać m.in. chwytliwe hasło dopasowane do rodzaju działalności. Tak jak np. dla przedwojennego przemysłu cukierniczego hasłem stało się - cukier krzepi. Szukając konkretnego przedsięwzięcia gdzie możemy skasować maksymalna różnice pomiędzy wysokimi placami duńskimi a głodowymi stawkami, za które gotowi byliby pracować rodacy z Polski kierujemy uwagę przede wszystkim na działalność, do której nie potrzeba żadnych kwalifikacji ani znajomości języka. W ten sposób ofertę nasza będzie można skierować do osób w Polsce niemających żadnych szans na uzyskanie pracy w Danii i dlatego gotowychzaakceptować każde warunki . Jednocześnie w Danii układy zbiorowe zapewniają wysokie place minimalne. Dość szybko odkrywamy ze np. praca przy zbieraniu pieczarek spełnia postawione warunki. Ani kwalifikacje ani język nie są do tego potrzebne a stawka 105 kr za godzinę przy ok. 30 koron za godzinę, za które możemy z łatwością znaleźć pracowników w Polsce daje ponad 3-krotne przebicie. A wiec pieczarki. Teraz jeszcze pozostaje bizneskoncept - czyli strategia prowadzenia biznesu - wyrażona w lapidarny sposób. Inspiracja przychodzi natychmiast z wybranej dziedziny działalności. Jak się hoduje pieczarki? Mamy bizneskoncept !! Trzymać w ciemnocie i karmić gównem.... ??Dokładnie tak samo powinniśmy wiec traktować naszych przyszłych pracowników. ?Werbować tylko tych, którzy nie znają żadnego języka, aby nie mogli się porozumieć z otoczeniem i otrzymać jakiekolwiek informacje - oraz poprzez naganiaczy ładować w nich tyle fałszywych informacji ile tylko się da ( tzw. gó..-Prawda).
A wiec ze w Danii są horrendalne podatki sprawiające ze, że stawki wyjściowej 105 kr na godzinę po podatku oraz potraceniu kosztów mieszkania i transportu - dla nich pozostanie tylko 30 kr na godzinę - co oczywiście i tak jest wspaniała oferta. O tym ze pracownicy na kontraktach do roku czasu ogóle nie płacą w Danii podatku - ponieważ są traktowani jako przebywający na delegacji - z prawem do odpisu DZIENNIE 596 kr na koszty jedzenia i mieszkania oczywiście nikomu nie wspominamy. Natomiast oczywiście karzemy im przywieźć z Polski poświadczenia stałego zameldowania tamże - bo taki jest warunek otrzymania tego odpisu. W ten sposób mamy całkowicie dopracowany bizneskoncept. Co prawda wymyślony on został do pieczarek - ale szybko odkrywamy ze można rozszerzyć go również na pomidory i kwiaty . Za wszystkich brać po 105,40 kr na godzinę - minus 8% na cele socjalne - czyli ok. 97 kr - a wypłacać im 30 kr. Koszt mieszkania na pracownika nie przekroczy 1200 kr miesięcznie przy upakowaniu 5-6 osób w mieszkaniu - a wiec przy 160 godzinach pracy wyniesie ok. 7,50 kr - no i jeszcze drobne wydatki na transport. Ale te zwrócą się wielokrotnie, jeżeli zaoszczędzi się na wypłacaniu pracownikom dodatków za prace w niedziele oraz dni wolne i święta a także nie wypłaci im feriepenge ( pieniędzy wakacyjnych). Skoro nie wiedza o tym ze się im takowe należą wiec się i nie upomina o nie. A gdyby się jednak, który pytał - to won z firmy . Była umowa na 30 kr za godzinę - czy nie? Wiec, o co pretensje? Zwykła nielojalność - a takiej się tu nie toleruje. Wiec mordę w kubel - albo .... Mamy wiec juz zwerbowanych przy pomocy ogłoszeń w GW ludzi w Polsce, którzy gotowi są pracować dla nas przez cały rok za 30 koron za godzine. Teraz organizujemy z nimi spotkanie i podpisujemy kontrakty - a w nich stawiamy dużo twardych warunków. Zwolnienie z pracy może być natychmiastowe - jeżeli cos się szefostwu nie podoba, albo po prostu, dlatego ze nie ma chwilowo pracy. Nikt z Polaków nie zna duńskich realiów wiec i nie zdaje sobie sprawy ze takie kontrakty są sprzeczne z duńskim ustawodawstwem pracy - a wobec tego z mocy prawa nieważne i ze ich podpisy nie maja żadnego znaczenia. Oni myślą ze skoro podpisali to podpisali.... ?? Ponadto dajemy im do podpisania inne kontrakty z plącą brutto 105 kr za godzinę - tym razem po angielsku żeby nic z tego nie rozumieli - tłumacząc im ze takie musza być zawarte z ich przyszłymi pracodawcami - tyle ze różnicą - 75 kr na godzinę - idzie na podatki, obowiązkowa przynależność do duńskich związków zawodowych, koszty zamieszkania i transport. A w ogóle to żadnego z tych papierów po ich podpisaniu nie dajemy im do reki tłumacząc ze najpierw trzeba je zatwierdzić w Danii i ze tam je dostana. Terefere .... Na wypadek jakby się trafił jakiś, który zna angielski to, chociaż u góry wielkimi literami pisze ze KONTRAKT SPELNIA WSZYSTKIE WARUNKI DUNSKIEJ UMOWY ZBIOROWEJ - na dole juz małymi literkami dopisujemy ze - pracownik rozumie ze kontrakt spełnia wszystkie warunki duńskiej umowy zbiorowej oprócz płacy. Ze te 2 zdania stoją ze sobą w sprzeczności? Jaki to problem - przecież nikt z podpisujących nie zna angielskiego. A gdyby się okazało ze jednak zna i może by się o to zapytał - to się go po prostu do tej pracy nie weźmie. Nie chcesz -nie musisz....
No i jeszcze te kontrakty trzeba zatwierdzić w Udl?ndingeStyrelsen gdzie pilnują, aby pracownicy z nowych krajów EU dostawali takie same warunki pracy i płacy jak Duńczycy. Nawet specjalnie przedłużyli teraz okres przejściowy,w ?którym trzeba starać się o takie zezwolenia o 3 lata.Tam niestety znają angielski i taki numer z 2 sprzecznymi zdaniami by nie przeszedł. Ale co to za problem, aby do Udl?ndingeStyrelsen wysłać inna wersje - juz bez tego małego dopisku? Ze, co? Ze mamy w ten sposób aż 3 różne kontrakty i ze to jest oszustwo? Ależ spokojnie drodzy państwo. Czy nikt z was nigdy nie widział gry w 3 karty? Od której wielu zaufanych Wielkiego Szefa z Pruszkowa zaczynało swoja karierę? Toć to właśnie ta gra na oszustwie polega....Kontrakty mamy juz zatwierdzone przez Udl?ndingeStyrelsen a rodacy z Polski juz jada do pracy. Teraz musimy poinstruować pracowników biura, koordynatorów i kierowców o zasadach prowadzenia biznesu. Najpierw przygotowujemy rachunkowość - wiadomo ze pieniądze są najważniejsze. Wiec i w papierach musi wszystko wyglądać OK na wypadek gdyby konkurencja jakąś kontrole podesłała. ?Wiec liczymy.Zaczynamy od nominalnej ilości godzin. 160 na miesiąc. 160 x 105 kr = 16.800 kr - tyle wpłynie do nas. A my obiecaliśmy 160 x 30 kr = 4.800 kr . To oczywiście wypłacimy terminowo, aby żadnych skarg nie było. Niech nas raczej wszyscy chwalą. Obiecali 30 kr na godzinę i dają tyle. I to punktualnie. Porządna firma. Nigdy nie zawadzi mieć dobra opinie. Tylko, kto by tam sobie głowę zaprzątał rachunkami, kwitkami plac itd. I tak nikt z pracowników po duńsku nie umie to, po co im cos takiego? Wystarczy jak dostana kopertę z wypisanym nazwiskiem i suma. Powinni być zadowoleni ze suma w kopercie zgadza się z tym, co napisane na kopercie - no nie ? No i nie dawać za dużo do reki, bo by jeszcze za dobrze się poczuli. Ot tak cykać po trochu - 1000 koron raz na tydzień. I raz na miesiąc małe wyrównanie. No nie wszystkim oczywiście - jeżeli ktoś był chory i nie był w pracy to po prostu nie dostanie forsy za ten dzień. Prosty system . Jak pracy nie ma to oczywiście tez nie . To daje natychmiast właściwy stosunek do firmy. Praca jest nagroda - a nie jakimś prawem. Ci, co zasłużą na nią - to dostana. A ci, co nie to nie. Ale za to za mieszkanie i wszystko inne zapłacą. Tak - to świetny system. No i oczywiście na więcej pracy będą mogli liczyć ci, którzy będą w lepszych stosunkach z biurem - donosić na kolegów itd. Teraz tylko trzeba pomyśleć jak tu odliczyć każdemu z pensji ta różnicą pomiędzy 16.800 a 4.800 Kr, która należy skierować do naszej kieszeni.
Wiadomo ze jak przyjdzie rewizor to weźmie kalkulator i będzie sprawdzał czy suma się zgadza. Tylko tyle. Za co to juz nie jego sprawa. Wiec trzeba rozpisać te 12.000 kr . Kreatywnie - i tak żeby dla rewizora wyglądało to zupełnie jak taki kwitek wypłaty, jakich setki ogląda w innych firmach. No - nasza nie jest dokładnie taka - ale tego mu nie musimy uświadamiać.... ??Wiec 16.800 kr - najpierw trzeba odliczyć 8% arbejdsmarkedsbidrag na cele socjalne - to będzie 1344 kr . Zostaje 15.456 kr . Dla pracownika odliczamy 4.800 tak jak było umówione - reszta dal nas . To by było 10.656 . Tak - nieźle . Trzeba to teraz tylko rozpisać - i to tak żeby rewizorowi do głowy nie przyszło gdzieś zaglądać w szczegóły . Zaraz , zaraz - trzeba po prostu popatrzeć na zwykły duński kwitek podatkowy . Co oni tam maja odciągane oprócz arbejdsmarkedsbidrag ? No oczywiście podatek . Ze, co ? Ze pracownicy z Polski na kontraktach do roku w ogóle nie powinni płacić podatku bo maja odpis "delegacyjny" po 596 kr dziennie ? He , he - to tylko my wiemy . Skąd rewizor mógłby wiedzieć cos takiego jak on tylko duńskie kwitki placowe cale życie ogłada ? Dla niego ten kwitek ma wyglądać jak duński i tyle . Odliczamy podatek - to by było tak 15.456 minus osobisty odpis podatkowy 3208 to by było 12.248 kr . Teraz 38 % podatku - 4.654 kr . Bardzo dobry początek - to juz idzie do naszej kieszeni - bo urząd podatkowy dobrze wie ze pracownicy z Polski podatku żadnego nie powinni płacić - wiec się i niczego nie spodziewa . 10.656 minus 4.654 to daje 6001 . Hmmm .... jak to teraz skierować do naszej kieszeni ? Popatrzmy na duński kwitek - co oni tam jeszcze płacą . Aha - związki zawodowe . Świetnie - to każemy naszym tez wypełnić deklaracje i potracimy pieniądze za przynależność . Nie - deklaracji ani pieniędzy oczywiście nigdzie nie poślemy - he , he . To nawet jest zabezpieczenie - no, bo jak by tak któryś chciał się kiedyś na cos do związków poskarżyć to oni sprawdza ze takiego członka nie maja i mu grzecznie powiedzą ze nic się dla niego nie da zrobić . No a jakby się ktoś kiedyś przyczepił ze forsa była potrącana a w związkach nie byli - to zawsze da się wytłumaczyć ze komuś w biurze cos się pokręciło . Pomylić się każdy może . Najwyżej by się forsę oddało . No to 250 kr odliczamy - zostaje 5751. No - ale Duńczycy zapisują się tez do kasy dla bezrobotnych . Co prawda zasiłek z kasy można dostać dopiero po roku pracy a wszyscy nasi pracownicy maja kontrakty tylko na rok - ale kto tam zna takie szczegóły ? Wiec damy im deklaracje do wypełnienia do kasy dla bezrobotnych - i tez schowamy do szuflady . Forsę się odciągnie co miesiąc - ile to będzie - no nieźle - 701 koron . To jeszcze by zostało 5.000 kr do zagospodarowania . Tylko ze juz nie ma na co rozpisać, bo Duńczycy na nic więcej nie płacą . No tak, ale my mamy Polaków - wiec to można wykorzystać .
Na przykład każemy im mieszkać w wynajętych przez nas dla nich mieszkaniach . A jak by któryś nie chciał - to won z firmy . No i te 5000 kr to policzymy za czynsz . Mieszkanie się wynajmie za góra 5000 kr miesięcznie . Wsadzi się tam 5 ludzi po 5000 kr od łebka - to by było 25.000 - czyli na czysto 20.000 kr . Miesięcznie. I juz - wszystko ładnie pasuje . Z wypłaty 16.800 kr - damy wiec 4.800 kr pracownikowi - a reszta dla nas .... Rozliczenia dla rewizora tez pasuje, bo zupełnie podobne do tych duńskich kwitków - i arbejdsmarkedsbidrag jest , i podatek , a nawet związki zawodowe i kasa dla bezrobotnych . No to juz bardzie duński być nie może . No może nie będzie mu się całkiem podobać te 5000 kr od lepka za mieszkanie - ale w razie czego to mu się wytłumaczy ze w tym jest tez masa innych kosztów , transport , pomoc , konsultacje , dyspozycyjność firmy . Poza tym rewizor nie ma kompetencji, aby to podważać, bo to jest umowa cywilno-prawna . Takie to tylko sad mógłby ruszyć . Ale do sadu przecież sprawa sama nie pójdzie - ktoś musiałby wniosek złożyć . A tego przecież nikt nie zrobi - no, bo skoro w Polsce roboty nie ma a tu 30 kr na godzinę dostaje - wiec chyba by głupi musiał być żeby z takiego raju dobrowolnie chciał zrezygnować . Zresztą zapowie się ze, jeżeli ktokolwiek jakiekolwiek informacje o firmie komukolwiek by przekazywał - a nawet koledze opowiadał - to za to jest natychmiastowe wyrzucenie z roboty - za nielojalność wobec firmy . Wiadomo ze tutaj jest walka konkurencyjna - chyba wszyscy o tym słyszeli ? Wiec nikomu ani mru , mru . No a gdyby ktoś takiego nielojalnego przyuważył to ma sam swoja lojalność wobec firmy natychmiast zademonstrować - i donieść do koordynatora . No i oczywiście koordynatorzy i kierowcy tez oko maja mieć na pracowników . W końcu za to im się tez płaci . Dobrze będzie ....No wiec rachunki pasują juz doskonale - nawet na wypadek gdyby konkurencja kontrole jakąś nasłała . Teraz zostało jeszcze tylko kilka szczegółów dotyczących wyposażenia mieszkań dla pracowników . Skoro wynajmujemy je jako umeblowane i bierzemy po 5000 kr od osoby przy 5 osobach w mieszkaniu - to cos z tego musimy im odpalić . Ale bez przesady . Materac na nóżkach to każdy powinien mieć . Przy hurtowym zakupie nie będzie to kosztować więcej niż tysiąc koron za sztukę . No i jakiś mały stolik żeby mogli przy nim jeść - to by było jakieś 300 kr . Po jednym krześle na każdego - to jeszcze 120 kr na łebka . W kuchni na każdego po jednym talerzu , jednym nożu , jednym widelcu i jednej łyżce - razem wydatek około 40 kr na łebka . A po co więcej ? Żeby może gości zaczeli zapraszać ? Wódkę może jeszcze pic ? I nie daj Boże popijanemu z czymś niestosownym się wygadać ? Mowy nie ma .... No i jeszcze pranie . Hmmmm .... normalnie wszystkie mieszkania są wyposażone w pralki albo w karty magnetyczne do wspólnej pralni . Ale skąd Polacy mogliby o tym wiedzieć ? Wiec skoro nie wiedza to wystarczy jak im balie się wstawi do łazienki . Jeszcze 50 koron . To by razem było 6.150 kr . Teraz garnki - hmmm .... chyba 2 garnki na 3 mieszkania będzie dosyć ? 150 koron - czyli po 50 kr na mieszkanie . Nie - nie chodzi o to żeby zaoszczędzić -tylko żeby skłonić pracowników do współpracy . Jak będą musieli sobie garnki pożyczać to i duch zespołowy się wśród nich wytworzy . Firmy wydaja gruba forsę na team-buildning - ale my właśnie przez przeciwieństwo tego osiągniemy to samo . Bez forsy można jeszcze lepszego ducha w zespole zbudować . A poza tym to trochę więcej czasu im na robienie jedzenia zejdzie - a to bardzo ważne żeby czas po pracy był maksymalnie zagospodarowany . Jak w wojsku . Bo jak ludzie maja za dużo wolnego czasu to im się jakieś głupie myśli mogą zacząć w głowach lęgnąć . Tak - 2 garnki na 3 mieszkania - to jest akurat . No i ewentualnie odkurzacz - jeden na te 3 mieszkania . Jeszcze 900 kr - czyli po 300 kr na mieszkanie . To doszliśmy do 6.500 To, juz byłoby wszystko . Ale , ale - a co będzie jak się będą szwendać po mieście i nie daj Boże jakichś Polaków spotkają ? Ktoś mógłby się z czymś nieroztropnie wygadać - zwłaszcza, ?jeżeli by na wódkę zaprosili ?Nie - temu należy stanowczo zapobiec . Choćby i dodatkowe koszty z tego miały być . Na bezpieczeństwie firmy nie można oszczędzać . Kupi się do każdego mieszkania telewizor . Niech wiedza jak firma o nich dba . Tak - to świetna myśl - za niecałe 3500 kr można spokojnie kupić cos, co ich skutecznie przytrzyma w domu . No, bo jak przyjadą zmęczeni z roboty -to zanim się każdy po kolei umyje pod jedynym prysznicem , a potem zrobi sobie jedzenie - to juz nie będzie miał chęci na łażenie po mieście . A tu jeszcze duży ładny telewizor kusi .... Tak - wykosztowaliśmy się - cale 10.000 kr na jedno mieszkanie . Ale za każde zarobimy przecież 20.000 kr na czysto miesięcznie. Wiec po 2 tygodniach wszystkie wydatki się zwrócą . Będzie dobrze ....Mieszkania dlapracowników juz wyposażone a oni sami w nich zainstalowani . Od razu zanim ochłoną z wielu nowych wrażeń i zmęczenia długą podrożą podkładamy im plik dokumentów do podpisania jako bardzo pilne - ponieważ bez tego niczego rzekomo nie da się rady w Danii załatwić . Wszystko oczywiście po duńsku żeby władze nie miały kłopotów z przeczytaniem , a pracownicy wydatków na tłumaczenia . No i z gwarancja ze nikt z nich niczego z tego nie potrafi zrozumieć .
O jakie dokumenty musimy zadbać ? To zależy, jakich przekrętów firma zamierza dokonywać . Jeżeli na przykład mamy zamiar zatrudniać ludzi bez zezwoleń na prace i pozwalać im pracować na konto tych, którzy je mieli, ale pod jakimś pretekstem ( np. braku pracy ) się pozbyliśmy - to oczywiście potrzebne jest pełnomocnictwo do zameldowania i wymeldowania ich w Danii . Miedzy data zameldowania a wymeldowania komputer urzędu podatkowego przydziela nie tylko osobisty odpis podatkowy w wysokości 38.500 kr rocznie - a wiec ponad 105 kr dziennie - ale przede wszystkim odpis podatkowy "delegacyjny" 596 kr dziennie . Właśnie wysokość tego ostatniego sprawia ze pracownicy z Polski w praktyce nie będą płacić żadnego podatku . O czym oczywiście nie mamy zamiaru ich informować . Oni są poinformowani jeszcze w Polsce przez naganiaczy ze w Danii są olbrzymie podatki, które sprawiają, że ze 105 kr nominalnej płacy po potrąceniach dostana na rękę 30 kr . Z czego oczywiście i tak są bardzo szczęśliwi . No, ale jakie korzyści możemy osiągnąć my sami z rejestracji w urzędzie podatkowym ? He, he - nie będziemy tu zdradzać wszystkich sekretów . Ale mądrej głowie dość dwie słowie . Jeżeli pani w urzędzie podłożymy wcześniej podpisana umowę z data a jednocześnie upoważnienie do zarejestrowania to oczywiście ona zarejestruje z data, która jest na umowie . W ten sposób odpowiednie odpisy podatkowe zostaną uruchomione jeszcze zanim pracownik przyjechał do Danii . No a potem jak juz wyjedzie to mając w reku jego pełnomocnictwo do wymeldowania wcale nie będziemy się tym śpieszyć . A może zupełnie zapomnimy to zrobić . Wtedy komputer automatycznie będzie mu przydzielał odpisy podatkowe do 31.12. danego roku . I co z nimi ? He , he - a może przydadzą się komuś, kogo zatrudnimy na miejsce osoby, która dawno juz opuściła Danie ? Albo do innych podobnie kreatywnych celów ....Czasem mimo ze wszystko jest przemyślane w najdrobniejszych szczegółach - ale ednak cos pójdzie nie tak . Np. zdarzy się wypadek przy pracy . Najważniejsze, ?aby zachować zimna krew .Nikt z pracowników nie zna duńskiego ustawodawstwa wiec i nie wie, co mu się należy w takim wypadku . To daje nam szerokie pole manewru .... Najpierw należy podłożyć pracownikowi oświadczenie do podpisania - oczywiście po duńsku, bo to przecież maja czytać władze . A w oświadczeniu należy sprawę opisać tak, aby nie było z nią więcej żadnego kłopotu . Np. ze wypadek stal się w czasie wolnym . Oczywiście nie należy pracownika informować o tym, co podpisuje . Wystarczy jak się mu powie ze jest to zameldowanie wypadku . Ponadto należy go uspokoić zapewniając ze poszuka mu się zaraz jakiejś innej pracy, która mógłby wykonywać pomimo doznanej szkody . Wtedy chętnie podpisze . A potem można mu za 2 dni zakomunikować ze niestety niczego nie udało się znaleźć - a ponieważ jest niezdolny do pracy wiec niestety musi wyjechać do kraju . Ale na koszt firmy oczywiście - ma się ten gest ....Poprzednio opisaliśmy jak sobie radzić w razie wypadku przy pracy . Teraz inna sytuacja, w której trzeba wykazać zarówno opanowanie jak i zdecydowanie . Załóżmy ze któryś z pracowników wykazuje niezdrowa ciekawość i zaczyna się dopytywać, kiedy dostana dodatkowe pieniądze za prace w nadgodzinach oraz w niedziele i święta . Najpierw wyrażamy zdziwienie, o co mu w ogóle chodzi - przecież umowa była na 30 kr za godzinę i tyle dostają . Nikt nigdy nie wspominał o jakichś dodatkach . W zasadzie takie uniesienie brwi i wyrażenie zdziwienia powinno wystarczyć . Jeżeli ktoś nie jestzadowolony z otrzymywania regularnie umówionej w Polsce sumy to oczywiście może prace wypowiedzieć i wrócić do domu . Na pewno znajdzie się wielu chętnych na jego miejsce .
zechce o cos zapytać ....Mamy juz zgrabnie rozpisane te 105 kr na godzinę tak ze zupełnie w zgodzie z papierami możemy pracownikom wypłacać po 30 kr . Reszta idzie prosto do naszej kieszeni - no , bez tych 8,5 korony na arbejdsmarkedsbidrag i jeszcze kilku koron na mieszkanie i transport . Mieszkanie dla 6 osób mamy wynajęte za max 6000 kr i do tego dojdzie jeszcze trochę za wodę i prąd - no niech będzie 1200 kr na miesiąc . To by było po1200 kr miesięcznie na łebka albo przy 160 godzinach pracy po 7,50 kr na godzinę . No i transport - góra 40 kr dziennie na łebka - to by było jakieś 5 kr na godzinę . 8,5 + 7,5 + 5 = 21 czyli z tych 105 zostaje 84 . Pracownikowi damy 30 - dla nas po potraceniu kosztów zostaje 54 . Plus wszystkie dodatki za nadgodziny i prace w niedziele i święta, którymi się juz z nikim nie dzielimy. Umawialiśmy się na 30 kr - wiec i tyle wypłacamy. A jak jest więcej pracy to chyba radość dla pracowników - no nie? Nagroda za lojalność. Ale gdyby się to komuś nie podobało - to droga wolna. Nawet w transporcie do Polski pomożemy.... ??Ale czy tu by się tu nie dało cos więcej wykombinować? No właśnie - jak to dobrze jest czasami pomyśleć. Feriepenge . Cos, co jest tylko w Danii a nikomu w Polsce nawet się o tym nie śniło. 12,5 % od zarobku brutto - po potraceniu arbejdsmarkedsbidrag . Czyli ok. 12 koron na godzinę. Albo 1920 kr przy 160 godzinach pracy. Bardzo mile. A najsympatyczniejsze jest to ze im więcej nasi pracownicy tyrają tym więcej nam tych feriepenge do kieszeni wpadnie. Bez żadnych kosztów własnych. Czysta robota.... ??Tylko jak to tam jest z tymi formalnościami? Trzeba się upewnić. Kto ma informacje ten ma władze . Dzwonimy wiec do Ferie Konto i pytamy się jak to będzie z tymi pieniędzmi pracowników, kiedy wyjada z Danii ? Uprzejma pani wyjaśnia ze jak tylko wymeldują się w Folkeregister to oni automatycznie dostają te informacje. I wtedy wypłacają pieniądze na numer konta, który trzeba im przesłać razem z numerem cpr. danej osoby. Nie, nie sprawdzają, do kogo należy konto, bo wiele osób wyjeżdżających likwiduje swoje konta i prosi o przesłanie na konto znajomych. ??No to właśnie był ten brakujący element układanki. Forsa juz jest - potrzebny był tylko legalny sposób skierowania jej do naszej kieszeni. Właśnie się znalazł. Numery cpr wszystkich naszych pracowników oczywiście mamy. O pełnomocnictwo do ich wymeldowania w Folkeregister tez się juz postaraliśmy. ?No i oczywiście jesteśmy ich znajomymi i numer konta tez mamy.Nasz własny. ?Tak ze zaraz po wyjeździe pracowników wysyłamy e-mail do Feriekonto z ich numerem cpr ale z naszym numerem konta. Po czym spokojnie wymeldowujemy ich w Folkeregister napodstawie wcześniej uzyskanego pełnomocnictwa. Resztę załatwia juz komputery miedzy sobą. Ten z Folkeregister automatycznie prześle informacje o wyjeździe naszych pracowników z Danii do swojego "kolegi" w Feriekonto - a tamten po porównaniu danych wyśle pieniążki na podane przez nas nasze własne konto. Całkiem automatycznie. Jaka to korzyść ze komputer nie może się dziwić . Bo gdyby to jakaś pani robiła to może by się zdziwiła ze tyle przekazów idzie na to samo konto. Ale komputery na szczęście łykają wszystko, ?czym się je nafaszeruje i niczemu się nie dziwią.
| < Poprzednia | Następna > |
|---|




